Kuchenne ewolucje

Wpis

czwartek, 07 lipca 2011

Tarta cytrynowa z truskawkami

Dostaliśmy kolejne wiaderko truskawek od Teściów. Jako że koleżanka mnie uświadomiła, że już się nie da kupić truskawek, że została końcówka, że jeśli jakieś jeszcze są w sprzedaży, to raczej droższe, postanowiłam część truskawek zamrozić. Znowu przegapiłam truskawkowy sezon i pomimo, że trochę zaspokoiłam swój truskawkowy głód, to jednak nie zdążyłam zrobić przetworów (chyba że jeszcze szczęśliwie mi się trafią w rozsądnej cenie, to wtedy zrobię trochę konfitur czy dżemów) - jadłam je w najlepszej formie, czyli na surowo, ale też w postaci koktajli - zmiksowane z arbuzem lub z bananem i jogurtem naturalnym (dzięki pomysłowi Ani - wolę same owoce, ale tym razem skusiłam się na dodanie jogurtu i odrobiny mleka - wyszło prze-pysz-ne!) - oraz w formie tarty.
To było moje pierwsze spotkanie z tartą, bo dość niedawno kupiłam sobie formę do tarty i w końcu postanowiłam ją wykorzystać. Dlatego też robiąc to ciasto, posiłkowałam się przepisem - znalazłam tutaj http://gastromonia.blox.pl/2011/06/Cytrynowa-tarta-z-truskawkami-Fingerfood.html całkiem dobry przepis, choć całość zrobiłam po swojemu. Najwięcej kłopotu przysporzył mi krem (na blogu niefortunnie, według mnie, zwany farszem) - zważył się, zrobił się z niego twarożek, ale uparcie go podgrzewałam i mieszałam i udało mi się go uratować! Trochę był jednak za rzadki, miał konsystencję raczej budyniu, ale był bardzo dobry.
Ciasto:
do miski wsypałam 175g mąki pszennej, dodałam 100g masła, skórkę z połowy cytryny, szczyptę soli, 1 żółtko jaja. Niestety nie pamiętam czy dodawałam wodę, a już na pewno pominęłam cukier. Ciasto zagniotłam, schowałam do woreczka i wstawiłam do lodówki. Akurat przyjechała do mnie mama i mówiła mi, że powinnam dodać łyżeczkę proszku do pieczenia - a ja ciągle się zastanawiałam, po co? Oczywiście nie dodałam, bo ani nie było go w przepisie, ani nie pasował mi do koncepcji ciasta - kruchego, półkruchego? - a przede wszystkim staram się szerokim łukiem omijać wszelkie ulepszacze nie występujące naturalnie w przyrodzie.
Krem:
(zwane też nadzieniem, masą lub farszem :))
początkowo chciałam go utrzeć ręcznie, ostatecznie jednak zrobiłam to mikserem, bo nie starczyło mi cierpliwości - dwa jaja utarłam z 75g cukru, 100g masła i około 120ml soku z cytryny (wycisnęłam sok z trzech dużych cytryn o dość cienkiej skórce, do kremu zużyłam sok z około 2,5 cytryny, resztę soku wypiłam z uśmiechem na ustach :) ). Kiedy zauważyłam, że masa się zważyła trochę się zmartwiłam, ale pomyślałam sobie, że skoro trzeba tę masę podgrzać [na parze, czy może w kąpieli wodnej - ustawiając naczynie (w moim przypadku żaroodporne, szklane, przezroczyste, takie do zapiekania) na garnku z niewielką ilością gotującej się wody], to może masło się rozpuści i połączy z resztą składników. Okazało się, że miałam rację, przynajmniej, co do tego, że stworzy się krem - musiałam jednak gotować i mieszać go dłużej niż przepisowe 10 minut. Nie wystarczyło mi po raz kolejny cierpliwości, żeby czekać, aż odpowiednio zgęstnieje. Miałam nadzieję, że zgęstnieje stojąc w lodówce.
W każdym razie, wyłożyłam zimnym ciastem tartownicę, wylałam na nią przestudzony krem, położyłam truskawki pokrojone w plasterki i wstawiłam do lodówki, przykrytą folią. Zjedliśmy je następnego dnia do kawy.
A wyglądało tak:


Nie mam zdjęcia kawałków ciasta na talerzu, bo niestety się rozpadały przy przekładaniu, ale mimo to - było bardzo dobre! Zdecydowanie polecam przepis :)

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
odiprofanumvulgus
Czas publikacji:
czwartek, 07 lipca 2011 14:31

Polecane wpisy

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Durszlak.pl