Kuchenne ewolucje

Wpisy

  • sobota, 21 lipca 2012
  • poniedziałek, 16 lipca 2012
    • Niedyspozycja

      Jako że blox szwankuje (a może to tylko mój blog i może sama coś zrobiłam, ale nie wiem, co?) i nie mogę wstawiać na bloga zdjęć, notki pojawiają się tu rzadko (czyli prawie wcale). Miałam kilka pomysłów, ale za każdym razem jak chciałam ze swoich blogowych zasobów wstawiać zdjęcie, to w ogóle mi go nie pokazywało - ani w podglądzie, ani w notce. Klikam, klikam i nic ;) W związku z tym będę trochę publikować na mojej facebookowej stronie, dopóki blox się nie naprawi albo nie podejmę decyzji o zmianie adresu :)

      Tymczasem zapraszam więc tu :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      odiprofanumvulgus
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 lipca 2012 11:35
  • środa, 20 czerwca 2012
    • Warzywa

      Warzywa to jeden z najtańszych, o ile nie najtańszy, składników. Do tej kategorii zaliczam też wszelkie warzywa strączkowe i zboża.

      Najlepiej jest wybierać warzywa sezonowe - kiedy kilogram cukinii kosztuje złotówkę lub mniej, to nie dość, że można z niej zrobić dużo różnego rodzaju posiłków, ale też przygotować coś na zimę. Trzeba po prostu wybierać to, co w danej chwili jest najtańsze na rynku/w warzywniaku i robić zapasy. Oczywiście, nie zawsze to, co jest najtańsze, jest dobrej jakości - może to po prostu być wyprzedaż produktów gorszej kategorii. Niektóre sklepy sprzedają czarne banany za złotówkę, co uwłacza wszelkim zasadom dobrego smaku - dosłownie i w przenośni. Już chyba lepiej wybrać coś z zaplecza hipermarketu po jego zamknięciu, kiedy wystawiają do wyrzucenia to, czego nie udało im się sprzedać, a czego sprzedać już nie mogą.

      Można znaleźć w sieci informacje o tym, co rośnie w danym sezonie i na co akurat się nastawiać. Dla przykładu, Bea zrobiła taki kalendarz warzyw sezonowych, z którego można skorzystać i w danym czasie szukać konkretnych produktów w rozsądnych cenach. Wystarczy w wyszukiwarkę wpisać odpowiednie hasło i pojawią się też inne podpowiedzi :)

      Jako że mamy już czerwiec, to sezon warzywno-owocowy jest niemal w pełni, warto więc pomyśleć nad zrobieniem zapasów lub chociaż wypatrywać niskich cen na bazarach.

      Bazary, targi, rynki, stoiska babuszek sprzedających na mieście to, co udało im się wyhodować w swoich ogródkach - tego trzeba szukać. Być może nie zawsze opłaca się kupować bilet na komunikację miejską w obie strony, dopłacając do kilograma marchewek pięć złotych, ale - po pierwsze: można pojechać rowerem lub podejść pieszo, jeśli się zna odpowiednie miejsce na osiedlu (a można je poznać spacerując :)), po drugie: można spróbować namówić znajomych na jakąś wspólną wyprawę samochodem i kupić duuuużą ilość warzywnych zapasów (to jest słaba opcja, choć może się sprawdzić, jeśli kilka osób mieszka w jednym miejscu, na przykład większa rodzina albo grupa studentów ;)), a po trzecie: można tak sobie ułożyć drogę do pracy/szkoły, żeby zahaczyć o ryneczek i tam zrobić zakupy.

      Oczywiście, jeśli odległość od takiego bazarku wynosi spory kawał drogi, to targanie paru kilogramów ogórków na przetwory stanowi pewien problem, ale na pewno można jednocześnie wymyśleć jakieś sensowne rozwiązanie, jeśli bardzo nam zależy na zaoszczędzeniu pewnej sumy pieniędzy.


      Warzywa względnie tanie w ciągu całego roku, to na pewno cebula, marchew, ziemniaki. Jeśli mamy odpowiednie warunki przechowywania, możemy kupić też buraki, kapustę, seler, por, pietruszkę i potem się nie martwić o zawyżone ich ceny.

      Jeśli takich warunków nie mamy zapewnionych (jak u nas) to trochę gorzej, ale też nie ma co się przejmować - kilogram ziemniaków, dwa jajka, łycha mąki i przyprawy, to cała micha placków ziemniaczanych za pięć złotych poza sezonem ;) do tego jogurt naturalny, czosnek, szczypta soli i pieprzu oraz - obowiązkowo - jakaś surówka (choćby marchew z odrobiną oliwy) i jest obiad za dychę dla dwóch - trzech osób :D

      Oprócz tego, niektóre z warzyw można mrozić - na przykład ugotowane buraczki, które potem są idealne na sałatkę lub zupę. Resztę można zawekować w postaci sałatek, gotowych sosów czy półproduktów, do których zostaje dodać mięso, ryż czy przyprawy.

      Świeże warzywa w sezonie można łączyć w postaci placków, zapiekanek, dań mięsnych. Niektóre warzywa, jak ziemniaki, marchew czy cukinia, nadają się na zwykłe placki - z dodatkiem odrobiny mąki, jajka i przypraw. Można wrzucić pieczarki, paprykę, cukinię do gęstszego ciasta naleśnikowego i smażyć mini kotlety. Smak placków można zmieniać przyprawami lub sosami, którymi je potem polewamy na talerzu. Można wymieszać pokrojone, podsmażone warzywa z makaronem lub ryżem, zalać je sosem lub porządnie wymieszać ze startym serem i zapiec. Rodzaj warzyw zależy tylko od upodobań.

      Kiedy pomidory kosztują złotówkę za kilogram, można spokojnie zjeść kilka takich pomidorów, doprawionych cebulką i oliwą, w towarzystwie ziemniaczków albo kawałka upieczonego mięsa. Nawet bez dodatkowych węglowodanów, można dostarczyć organizmowi dużą dawkę energii :)

      c.d.n.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      odiprofanumvulgus
      Czas publikacji:
      środa, 20 czerwca 2012 16:31
    • Nowa kategoria na blogu :)

      Po namowach i aprobacie znajomych, postanowiłam w końcu założyć na blogu nową kategorię, dotyczącą taniego gotowania.

      Nie wcielam w mojej kuchni gotowania oszczędnego na siłę - ważna jest dla mnie jakość składników i zdecydowanie wolę dopłacić pięćdziesiąt groszy do smakowitszej marchewki z rynku albo kupić makaron pełnoziarnisty (droższy od pszennego) i czuć się lżej, niż po pszennym. Lubię też czasem po prostu kupić jakiś droższy sos, jak tabasco czy sojowy, niż wydawać pieniądze na gotowce w proszku.

      Mam też o tyle ułatwioną sprawę, że sporą część jedzenia dostajemy od Rodziców - przede wszystkim mięso - a jajka mam od mojej Babci - stuprocentowo ekologiczne, z puszczy :) Dostajemy też różne przetwory, choć powinnam w końcu zacząć robić swoje - ogórki kiszone schodzą u nas, szczególnie zimą, w tempie błyskawicznym, tak je uwielbiamy :)

      Postaram się jednak opisać kilka zasad, których się trzymam, a które sprawiają, że gotowanie jest tanie i zdrowe jednocześnie, a przy tym przy użyciu bardzo dobrych jakościowo składników. Nie będą one polegały na znacznych wyrzeczeniach, a raczej na zmianie podejścia do używania produktów podczas gotowania.

      To chyba tyle wstępu - a już niedługo jakaś bardziej sensowna notka.

      ps. Zastanawiam się, czy dobrze robię nie zapisując swoich notek gdzieś na komputerze, a jedynie je publikując - złośliwość rzeczy martwych nie zna granic, blox może mieć problemy z serwerem, a ja nie wiem, czy warto skopiować wszystkie wcześniejsze notatki na komputer (ale pewnie ręcznie i pojedyńczo, bo podejrzewam, że nie ma jakiegoś ogólnego zapisywania notatek na komputer...), czy się tym nie przejmować i najwyżej zacząć od nowa? ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      odiprofanumvulgus
      Czas publikacji:
      środa, 20 czerwca 2012 14:56
  • poniedziałek, 18 czerwca 2012
    • Makaron pełnoziarnisty, ligawa wołowa, sezam i reszta ekipy

      Szukają inspiracji na dzisiejszy obiad, natknęłam się na ten przepis. Oczywiście nie mogłam skorzystać z niego dosłownie - bo to nie mój styl gotowania - ale zainspirował mnie do tego, co później przyrządziłam.

      Do mięsnego nie było mi po drodze, więc poszłam do sklepu, w którym mają dobre stanowisko mięsne. Oczywiście nie miałam zbyt dużego wyboru, a z wołowiny była tylko ligawa, ale przynajmniej wyglądało lepiej, niż w supermarkecie obok mojego bloku.

      Kupiłam dwa grube plastry ligawy (w sumie trochę ponad 300gr), przy okazji pytając o to, czy na pewno można ją przyrządzać jak polędwicę, ekspedientkę (nie wiedziała) oraz panią stojącą w kolejce za mną (też nie wiedziała, ale spytała o przepis :) ) oraz pół kilograma piersi z indyka na następny obiad (mogłam przed mrożeniem podzielić go na dwie albo trzy części, ale mniejsza z tym...).

      Kupiłam też trochę warzyw ze stoiska obok (dzięki mnie młodzieniec kończący robić zakupy przypomniał sobie o cytrynach - pozdrawiam :) ) i białe wino (na takie miałam chęć, choć do czerwonego mięsa pasuje czerwone wino, to jednak na upały lepsze jest białe :] ) i miód od pani na ryneczku (pani była niezbyt miła, ale miód raczej jest dobry - choć w sumie płynny i wielokwiatowy, więc może nie do końca dobrze go oceniłam... ale może nie umrzemy ;) ).




      Ostatecznie zrobiłam makaron z ligawą, sosem sojowym i papryką.

      Wpierw nastawiłam wodę na makaron.

      Potem pokroiłam plaster ligawy wołowej (ok. 150gr) na cienkie paseczki.

      Następnie posiekałam czosnek (ilość wg upodobań), pół młodej, dużej białej cebuli, a także starłam na drobnych oczkach mały kawałek korzenia imbiru. Wrzuciłam to na rozgrzaną oliwę, zamieszałam, po czym do gotującej się i słonej, jak Morze Śródziemne wody, włożyłam pięć gniazdek pełnoziarnistego tagliatelle.

      Do zeszklonej z czosnkiem i imbirem cebuli, dodałam paseczki ligawy, po czym zabrałam się za krojenie papryki - jeszcze nigdy nie pokroiłam jej tak cienko - i po podsmażeniu mięsa oraz wrzuceniu łyżeczki ziaren sezamu, dodałam ją na patelnię.

      Całość doprawiłam odrobiną świeżego chili, ciemnym sosem sojowym, odrobiną ostrego sosu w stylu tabasco, sokiem z ćwiartki cytryny (nie było limonek), szczyptą pieprzu indyjskiego i dwiema łyżkami wspomnianego wcześniej miodu.

      Kiedy makaron był już gotowy, odcedziłam go niezbyt dokładnie, po czym przełożyłam na patelnię, chwilę poddusiłam razem z sosem i przełożyłam na talerze. Posypałam natką pietruszki (nie miałam kolendry) i podałam.


       
      Na dowód tego, że Wojtkowi smakowało, niech świadczy to, że zjadł całość bez przerywania i po tym powiedział, że było dobre :-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Makaron pełnoziarnisty, ligawa wołowa, sezam i reszta ekipy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      odiprofanumvulgus
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 czerwca 2012 20:12
    • Kilka słów o tym, jak gotuję i co lubię najbardziej

      Być może nie bardzo to po mnie widać, ale staram się gotować zdrowo i dietetycznie. Kupuję składniki niskokaloryczne, dobrej jakości, staram się wybierać ekologiczne produkty, a przy tym jednocześnie nie wydawać za dużo pieniędzy, zachowując zdrowy rozsądek.

      Czasami zdarza mi się napić pepsi, zamówić pizzę czy zjeść czipsy, ale są to sytuacje "wyjątkowe", jak impreza czy czas relaksu i oddechu od gotowania i zastanawiania się nad tym, co przyrządzić.

      Najczęściej przyrządzam dania z piersi kurczaka, z dużą ilością warzyw, duszone na niewielkiej ilości oliwy lub ewentualnie oleju, ograniczając jednocześnie spożycie soli i cukru. Mięso na ogół dostajemy od Rodziców, więc przy tym też trochę oszczędzamy.

      Podstawą takiego dania jest cebulka i czosnek podsmażone na oliwie (czasami z dodatkiem odrobiny masła), następnie pierś z kurczaka pokrojona w kostkę, a potem trochę warzyw, zależnie od nastroju. Czasami dodaję też sos pomidorowy (częściej z pomidorów z puszki, niż z koncentratu).

      Nigdy nie zagęszczam sosów mąką, chyba, że robię beszamel lub inny klasyczny sos, który wymaga użycia mąki. Zdecydowanie wolę odparowywanie wody, jako zagęszczenie sosu. Można też do tego użyć jakiejś sproszkowanej przyprawy, jak papryka słodka lub ostra.

      Używam soli morskiej i pieprzu w kulkach, na świeżo mielonego w młynku. Moimi ulubionymi ziołami są oregano, świeża bazylia, lubczyk, natka pietruszki i koperek. Jeśli używam gotowej mieszanki przypraw, to wybieram taką, która nie zawiera w sobie glutaminianu sodu i tym podobnych, a jeśli ma w sobie sól, to nie dodaję więcej soli do potrawy.

      Przyprawiać dania lubię też miodem, cytryną, sosem sojowym, ostatnio odkrytym sosem worcestershire (o jego istnieniu wiem od dawna, ale dopiero teraz go wypróbowuję - rewelacja). Gdzie tylko mogę, zastępuję śmietanę jogurtem naturalnym (zawsze czytam etykiety produktów, więc jogurt wybieram bez cukru ani słodzików). Czasami dodaję coś bardziej "egzotycznego", jak pesto, pasta curry, mleczko kokosowe. W naszych zapasach najczęściej jest też jakiś sos chili.

      Nie przepadam za ryżem (choć czasem jem dla odmiany), ale kocham wszelki makaron. Uwielbiam makaron pszenny, ale równie często jem pełnoziarnisty, a czasem kupuję ryżowy, sojowy, sobę.

      Uwielbiam ryby, ale niestety są one u nas dość drogie i, jeśli akurat mam w zapasach kurczaka albo muszę ograniczać wydatki, to jej nie kupuję. Na domiar złego, w najbliższym sklepie na ogół dostępne są panga i mintaj, a mam z nimi złe skojarzenia (panga ponoć żyje w zanieczyszczonych wodach, a mintaj zawsze mi się rozpada). Korzystam czasem z puszkowanego tuńczyka czy szprotów, oboje uwielbiamy też śledzie (ja raczej solonego, Wojtek - marynowanego w occie) i ryby wędzone - makrela, łosoś, czasem szproty lub coś innego, co jest akurat w dość niskiej cenie. Pieczony łosoś to coś, co mogłabym jeść codziennie, za każdym razem zamykając oczy z zachwytu (nawet, jeśli to łosoś norweski, a nie bałtycki), ale niestety wychodzi dość drogo.

      Jeśli akurat robię coś, do czego nie dodaję warzyw, to zawsze mam jakąś surówkę lub sałatę, często kilka rodzajów do wyboru. Mieszanka sałat, oliwa, pomidor i posiekana czerwona cebulka to ideał. Jest wyborna także na śniadania, z dodatkiem kawałków tuńczyka lub jajkiem w różnych formach (sadzone, na twardo, na miękko, w koszulce). Wzbogacam ją o pestki lub orzechy, inne świeże warzywa, kiełki, czasem zamieniam oliwę na olej z pestek winogron.

      Mój ulubiony rodzaj kuchni, to kuchnia włoska (i nie różnię się tu od większości Polaków). Nie wyobrażam sobie zrezygnować z czosnku, pomidorów, ziół, makaronu, oliwy. Wprawdzie na ogół nie gotuję ściśle według zasad jakiejkolwiek kuchni ani jakichkolwiek przepisów w ogóle (chyba, że robię coś konkretnego po raz pierwszy i chcę, żeby było jak najbardziej zgodne z oryginałem), to jednak czuję, że ta kuchnia jest mi bardzo bliska.

      Jednocześnie pojawiają się u nas smaki dalekowschodnie - czasem zamawiamy sushi (sama jeszcze nie robiłam), lubimy orientalne przyprawy, jak kumin czy curry, sos chili, imbir, limonkę, kolendrę.

      Czasem robimy też coś na wzór meksykański lub z kuchni tex-mex, jak tortille lub chili con carne.

      Przeważają u nas smaki ziołowe i lekkie, w stylu francuskim i włoskim, a także intensywne i ostre, na wzór blisko- i dalekowschodni oraz meksykański (czy może raczej południowoamerykański?).

      Lubię potrawy mączne, ale wolę ich unikać, ponieważ są dość ciężkostrawne. Jeśli robię pizzę, calzone, naleśniki, placki, to dodaję więcej mąki pełnoziarnistej bądź razowej, żeby było w potrawie więcej błonnika, wspomagającego trawienie.

      Jeśli miałabym z czegoś zrezygnować, to w pierwszej kolejności byłoby to mięso. Nie wyobrażam sobie rezygnacji z warzyw i owoców, uwielbiam też nabiał i ryby. Zioła, oliwa i dobrej jakości przyprawy to podstawa moich kuchennych smaków.

      Chciałabym też piec chleb i bułki, ale niestety moje dotychczasowe eksperymenty były nieudane. Największy wpływ ma na to moja kuchenna niecierpliwość, ale część winy zrzucam na piekarnik. Kto upiekł dobre pieczywo w piekarniku gazowym, niech da mi znać i wrzuci parę porad :-)


      To chyba byłoby na tyle w tym temacie... Choć możliwe, że coś jeszcze pojawi się dotyczącego się moich preferencji kulinarnych ogólnie :-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      odiprofanumvulgus
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 czerwca 2012 13:32
  • piątek, 15 czerwca 2012

Kalendarz

Sierpień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Durszlak.pl