Kuchenne ewolucje

Przepisy

  • środa, 14 grudnia 2011
    • Beztłuszczowe gotowanie

      Odkąd oboje jesteśmy na diecie - ja odchudzającej, a Wojtek białkowej - staram się gotować jeszcze zdrowiej niż dotychczas. Nasza dotychczasowa dieta i tak była zdrowa, choć zdarzało się w niedzielny poranek zjeść jajecznicę smażoną na boczku czy kotlety smażone na oleju.

      Teraz najczęściej smażę lub duszę mięso bez tłuszczu (ewentualnie z łyżką oliwy z oliwek) w garnku Zeptera. I pomimo, że nie jest to wpis sponsorowany, to zdecydowanie polecam przyrządzanie dań w naczyniach tej firmy lub innej, ale takiego typu (jeśli są).

      Do zimnego naczynia wrzucam kawałki piersi kurczaka, dodaję odrobinę wody, przykrywam i na najmniejszym ogniu duszę około dziesięć-piętnaście minut. Po tym czasie dorzucam przyprawy i warzywa, duszę kolejne 10-15 minut, a w tym samym czasie gotuję ryż, kaszę lub makaron.

      Takie przygotowywanie potraw jest nie dość, że zdrowsze, to jeszcze szybsze i smaczniejsze. A dobry efekt uzyskany w krótkim czasie cieszy podniebienia i ego.



      Napisałam o tym dlatego, że jeśli będę wspominać o duszeniu mięsa w Zepterze, to znaczy, że zrobiłam to w ten właśnie sposób :)

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Beztłuszczowe gotowanie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      odiprofanumvulgus
      Czas publikacji:
      środa, 14 grudnia 2011 18:06
  • piątek, 07 października 2011
    • Orientalne inspiracje

      Spotkałam się z Łukaszem. Powiedział, że dziś jego kolej wymyślenia czegoś na kolację. Oczywiście, bez żadnego namysłu, powiedziałam, że super - coś wam przyrządzę ;) Weszliśmy do sklepu (gdzie pan ochroniarz przykleił naklejkę na moje pudełeczko z plackami ziemniaczanymi i ryżowymi, które miałam przy sobie :) ) i zaczęłam improwizować. Jedynym ograniczeniem była kwota na składniki - około 20zł. Łukasz kupił więc sobę, sos sojowy, ziarno słonecznika, kolendrę w doniczce, świeżą cukinię, chili, czosnek, czerwoną cebulę, olej i małą colę dla mnie ;) Całość wyniosła jakieś 25zł, z czego oczywiście część składników (np. sos sojowy) wystarczy na kilka-kilkanaście potraw, podobnie kolendra, czosnek i chili.

      Przygotowałam (z pomocą Łukasza, jako Młodszego Kucharza) zwykłe, proste, niemal jak spaghetti aglio olio et pepperoncino danie - posiekane czosnek, chili i czerwoną cebulę podsmażyłam na niewielkiej ilości oleju, następnie dodałam do tego dwie małe cukinie pokrojone w półplasterki. Kiedy cukinia zmiękła, dodałam sos sojowy, odrobinę soku z cytryny, a na sam koniec posiekaną przez Łukasza kolendrę, po czym wymieszałam wszystko z ugotowaną sobą.

      Proste?
      Szybkie?
      Pyszne?

      Powinnam się chyba zacząć specjalizować w tego typu makaronach ;)

      Serdecznie pozdrawiam Piotrka i Łukasza, którzy wraz ze mną zachwycali się prostotą tego dania :)

      Zdjęć nie ma. Nie było nawet czasu na pomyślenie o tym, aby je zrobić ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Orientalne inspiracje”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      odiprofanumvulgus
      Czas publikacji:
      piątek, 07 października 2011 13:04
  • poniedziałek, 29 sierpnia 2011
    • Budka z zapiekankami

      Są takie potrawy, które mają lekko sentymentalne naznaczenie. Do tej kategorii należą u mnie, między innymi, zapiekanki.

      W czasach mojego dzieciństwa wizyta w budce z zapiekankami była nieodłącznym elementem wakacji lub odświętnym rytuałem. Rodzice zarabiali niewiele, ale czasem zdarzyło się przy okazji jakiegoś wyjazdu, że mama kupiła nam zapiekankę. Nawet jedna przecięta na pół, do zjedzenia na spółkę z bratem, to było wydarzenie. Smak tych zapiekanek już nieco uleciał, pozostało mi jednak wspomnienie pieczarkowej 'maziai' na bułecznych grzankach.

      Któregoś razu stwierdziłam, że możnaby spróbować poddusić na maśle starte pieczarki. Tak też zrobiłam, doprawiając je nieco pieprzem i ziołami (soli, jak na mój gust, nie potrzebują).

      Takimi pieczarkami posmarowałam połówki podłużnych bułek, zwanych nieco niefortunnie paluchami. Następnie na buły powędrował ser - czasem są to wąskie plasterki, czasem starty na tarce. Do tego w wersji męskiej (dla Wojtka) z wędliną, w wersji damskiej (dla mnie) - bez ;) Tak przygotowane buły wędrują do piekarnika do czasu, aż ser się roztopi, bułeczki stwardnieją i wydobędzie się zapach grzanek.

      Kolejny etap to sama przyjemność - układanie na zapiekankach ulubionych porcji warzyw i sosów. Dziś - jedna wersja z pomidorami, keczupem i bazylią, druga z sosem słodkim chili, pomidorem, ogórkiem kiszonym, kapustą pekińską, bazylią i keczupem. Zjadłam dwie, Wojtek - cztery. Pycha.

      Jedzenie zdecydowanie typu fast food - w trakcie smażenia pieczarek, rozkrajamy bułki i trzemy ser. W trakcie zapiekania bułek - kroimy warzywa. Stygną za szybko, żebym mogła je zdążyć sfotografować.

      Ale i co tu jest do fotografowania? Wspomnienia i sentymenty?...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Budka z zapiekankami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      odiprofanumvulgus
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 sierpnia 2011 19:06
  • wtorek, 21 grudnia 2010
    • Lazania ze szpinakiem

      Jedna z najbardziej popularnych i jednocześnie najsmaczniejszych zapiekanek - lazania. Do lazanii można stosować wymiennie różne sosy - boloński, pomidorowy, szpinakowy, brokułowo-serowy, z kurczakiem. Najważniejsze jest, aby był wystarczająco wilgotny, żeby podczas pieczenia zmiękczył się makaron. Drugą najważniejszą rzeczą jest ser żółty - uwielbiam tę chrupiącą spieczoną serową skórkę na wierzchu zapiekanki.

      W ostatnią sobotę zapraszałam do siebie kilka najbliższych osób na "przyjęcie" urodzinowe i jednym ze smakołyków była właśnie szpinakowa lazania.

      Sos beszamelowy:
      - dwie łyżki masła
      - dwie łyżki mąki
      - pół litra mleka
      - sól, pieprz

      Nie jestem mistrzem robienia beszamelu, ale robi się go mniej więcej tak: rozpuszczamy masło, następnie posypujemy je mąką i łączymy, potem dodajemy mleko, rozprowadzamy je z mąką na maśle, przyprawiamy do smaku (w oryginalnym przepisie jest szczypta gałki muszkatołowej, ja nie miałam, więc nie dodałam). Mieszamy, aż będzie wystarczająco gęsty (trochę mniej gęsty niż budyń). Ewentualnie dodajemy jeszcze odrobinę mąki. Bardzo nie lubię robić sosu beszamelowego (może dlatego nie zawsze mi wychodzi), bo trzeba go długo mieszać i pilnować, aby nie porobiły się grudki.

      Sos szpinakowy:
      - dwie paczki szpinaku (nie wiem, niestety, po ile gram, ale ilość szpinaku i tak zależy od wielkości naczynia i ilości ułożonych warstw)
      - łyżka masła
      - 3 spore zęby czosnkowe
      - sól i pieprz

      Szpinak rozmrażamy, wrzucamy do garnka (najlepiej trochę odsączyć go z wody), dodajemy łyżkę masła, mieszamy, dusimy. W międzyczasie dodajemy wyciśnięty czosnek, sól i pieprz do smaku. Nie trzeba go gotować zbyt długo, wystarczy w zasadzie tyle, aby połączyły się smaki. Ewentualnie można poddusić dłużej, aby był gęstszy, ale jeśli odsączymy go z nadmiaru wody, nie będzie to konieczne. Do smaku można dodać też trochę śmietany, wtedy sos będzie nieco delikatniejszy. Taki sos jest w zasadzie sosem bazowym, do niego można dodać coś jeszcze - podsmażoną pierś kurczaka, czarne oliwki, posiekane migdały. Każda wersja powinna być dobra - o ile dobrze przyprawimy szpinak, to jest najważniejsze. Źle przyprawiony szpinak, mdły i bezsmakowy, będzie przypominał lata przedszkolne lub czas spędzony w dziecięctwie w szpitalu.

      - tarty żółty ser
      - płaty lazanii.

      Układamy warstwami: odrobina beszamelu na dno naczynia (aby makaron zmiękł i nie przywarł zbytnio do dna naczynia), makaron, szpinak, beszamel, ser, makaron, szpinak, beszamel, ser, makaron, szpinak, beszamel, dużo sera. Pieczemy do momentu, aż wierzchnia warstwa sera stanie się lekko spieczoną, twardawą skorupką (chyba że ktoś nie lubi, to wtedy po prostu do momentu, aż zmięknie makaron). U mnie wystarczyło 25min. w 180 stopniach (piekarnik gazowy).

      W mojej lazanii znalazły się trzy warstwy każdej warstwy :), obok siebie mieściły się trzy płaty lazaniowe. Ilość podanych składników może więc ulec zmianie, w zależności od wielkości naczynia, jakie używamy. Ewentualnie więc zamiast dwóch paczek szpinaku, trzeba będzie użyć trzech. Ilość beszamelu raczej będzie wystarczająca, mnie nawet trochę zostało. Orientacyjna ilość sera - 40dag, makaronu - pół opakowania (użyłam lubelli).

      Życzę smacznego! :)

      ps. Jeśli okaże się, że ktoś zrobił mojemu daniu zdjęcie, to je tu umieszczę ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      odiprofanumvulgus
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 grudnia 2010 13:00
  • piątek, 12 listopada 2010
    • Moje pierwsze własnoręcznie upieczone bułeczki

      Dziś po raz pierwszy upiekłam bułeczki. Inspiracją do tego była Ania, która na (moje drugie, a jej pierwsze) śniadanie upiekła COŚ. Był to rodzaj pieczywa, rodzaj chlebka, coś bliżej nieokreślonego. Trochę mąki, trochę otrębów, trochę wody, trochę przypraw, trochę ugniatania, forma dużego okrągłego placka, jakieś pół godziny w piekarniku i tyle. Pomyślałam sobie wtedy, że też muszę spróbować upiec jakieś pieczywo, w końcu, po tylu dniach przymierzania się do tego. I udało się :)

      Wiele na pewno zawdzięczam też dobremu przepisowi, który znalazłam na jednym z lepszych blogów kulinarnych: mojeywpieki.blox.pl:
      Kajzerki
      • 3 szklanki mąki pszennej
      • ¾ szklanki letniej wody
      • 1½ łyżeczki suchych drożdży (6 g) lub 12 g drożdży świeżych
      • 1½ łyżeczki cukru
      • 1 łyżeczka soli
      • 1 jajko
      • 2 łyżki roztopionego masła.
      W swoim przepisie użyłam suchych drożdży, dodałam ich całą siedmiogramową paczkę, zamieniłam jedną szklankę mąki pszennej na szklankę mąki żytniej chlebowej (typ bodajże 720). Poza tym zrobiłam wszystko tak, jak poleca to autorka przepisu:

      "Wszystkie składniki wymieszać w misce i wyrobić, aż ciasto będzie odstawać od ścianek naczynia*. Od tego momentu wyrabiać przez 5 minut (długie wyrabianie jest niezwykle ważne). Następnie zostawić by "odpoczęło" przez 10 minut, potem ponownie wyrabiać przez około 5 minut. Ciasto będzie elastyczne, o konsystencji plasteliny. Przełożyć do naczynia lekko wysmarowanego oliwą, zostawić na godzinę do wyrośnięcia. Wyrośnięte ciasto podzielić na 10 części, z każdej uformować kulkę, spłaszczyć ją lekko, ułożyć na blaszce i pozostawić pod przykryciem 45 minut. Przed pieczeniem naciąć, dla połysku można posmarować jajkiem roztrzepanym z 1 łyżką mleka.

      Piec około 15 minut w temperaturze 225ºC."


      Chciałam tylko zaznaczyć, że w piekarniku gazowym, z płomykiem  u dołu, nie polecam pieczenia w temperaturze 225 stopni, trzeba opracować jakąś inną metodę. Moje bułki wyszły z przypalonymi spodami i choć nie czuć za bardzo smaku tej przypalonej części, to jednak wolałabym, aby jej nie było :)

      Do bułek podałam twarożek z czosnkiem:

      - kostka twarogu

      - łyżka śmietany

      - sól, pieprz i zioła prowansalskie do smaku

      - dwa wyciśnięte ząbki czosnku

      Wszystkie składniki wymieszać w miseczce, zostawić na trochę w lodówce, aby się przegryzło, podawać ze świeżo wyjętym z piekarnika pieczywem :)

      Oprócz twarożku, podałam też pomidora, po prostu pokrojonego w ósemki, oprószonego solą i świeżo mielonym pieprzem.

      Jedzenie niezwykle proste, można by rzec, że wręcz podstawowe, na pewno znane już od dawna. Świeża, pszenno-żytnia bułka, twaróg z czosnkiem, pomidor. Czego chcieć więcej na wspomnienie lata w pochmurny listopadowy wieczór?...


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Moje pierwsze własnoręcznie upieczone bułeczki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      odiprofanumvulgus
      Czas publikacji:
      piątek, 12 listopada 2010 22:06
  • niedziela, 29 sierpnia 2010
    • Pizza bez drożdży

      Któregoś razu, w dniu, w którym otwarte były jedynie sklepy z niewielkim spożywczym wyposażeniem, szukaliśmy przepisu na pizzę bez drożdży. Na szczęście udało nam się bez problemu znaleźć pizzę, której ciasto składa się z proszku do pieczenia, zamiast drożdży (na szczęście, bo w sklepie nie było drożdży, a proszek do pieczenia mieliśmy w naszej kuchni). Wyszukaliśmy odpowiedni przepis i zrobiliśmy. Wynik? Bardziej czuć dodatki niż ciasto, więc jest dobrze. W pierwowzorze przepisu było mleko i z nim właśnie robiliśmy ciasto pierwszy raz, ale tym razem z braku mleka dodaliśmy wodę. Efekt - Wojtkowi ciasto smakuje o wiele bardziej, nawet bardziej niż drożdżowe, a oboje jesteśmy zgodni co do tego, że nie smakuje jak ciastka :)

      Składniki na ciasto:
      - dwie szklanki mąki
      - dwie płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
      - 1/3 szklanki oleju/oliwy
      - 2/3 szklanki wody/mleka
      - szczypta soli

      Składniki zagniatamy, aż ciasto uzyska pożądaną konsystencję. Poprzednio ja dodałam znacznie więcej mąki, Wojtek tym razem dodał mąki tak z pół szklanki i trochę jeszcze do posypania wałka do rozwałkowania ciasta na blaszce. Nie musi rosnąć, od razu można układać dodatki. Acha, w tym czasie, co jedna osoba robi ciasto, druga może przygotowywać pozostałe składniki :)

      W naszym przypadku były to:
      (wszystko podane mniej więcej, bo oczywiście, po raz kolejny to powtarzam, każdy powinien dostosować to do siebie)
      - plasterek boczku, dwa plasterki szynki, kilka kawałków upieczonej wcześniej w postaci szaszłyków piersi kurczaka, wszystko pokrojone w mniejsze kawałki
      - trochę cebuli, pokrojonej w paski (krążki, półkrążki, piórka, kostkę...) podduszonej ze szczyptą soli i majerankiem (prawie nie używaliśmy oleju i tak właśnie proponuję zrobić - jeśli patelnia przypala, to proponuję dolać troszkę wody, a nie lać litry oleju)
      - surowa papryka, pokrojona w paseczki
      - starty żółty ser ( u nas to było chyba około 100-150g), nie musi to być mozzarella, byleby się ładnie topił :)
      - oregano
      - kilka plastrów kiszonego ogórka

      Sos pomidorowy:
      (jako że z koncentratu jest najprościej i najszybciej, to robię z koncentratu; z prawdziwych pomidorów jest oczywiście lepiej, smaczniej i zdrowiej, ale z koncentratu nie jest aż tak bardzo gorzej, a przede wszystkim jest szybciej ;) )
      - kilka łyżeczek koncentratu pomidorowego
      - trochę wody
      I tu uwaga (dla tych, co nie są pewni, jak to zrobić): kilka łyżeczek koncentratu wrzucić do miseczki, potem dodać trochę wody. Najlepiej jest zaczynać od niewielkich ilości wody, żeby nie wlać jej za dużo. I najlepiej jest mieszać rózgą, trzepaczką do jajek, żeby szybciej i dokładniej się koncentrat połączył i nie chlapał po całej kuchni (oczywiście łyżką, łyżeczką czy widelcem też można, bez problemu, tylko trzeba uważać, żeby ochlapać wszystkiego dookoła miseczki). Dolewać wody aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji (czyli najlepiej mniej więcej do uzyskania konsystencji keczupu czy śmietany). potem przyprawić: (na około miseczkę sosu)
      - łyżeczka ziół prowansalskich
      - 1-2 ząbki czosnku
      - szczypta soli, szczypta cukru (w podobnych proporcjach w każdym bądź razie)
      - trochę świeżo mielonego pieprzu (oczywiście nieświeżo mielony też może być ;) )
      - trochę mielonej papryki słodkiej i mniej mielonej papryki ostrej
      Jeśli ktoś lubi, to może dodać siekaną natkę pietruszki, siekany koperek, siekaną kolendrę, jakiekolwiek siekane zioła, siekaną świeżą ostrą papryczkę, ostry sos (np. sambal oelek), co kto lubi, do wyboru, do koloru, byleby było sensowne i smaczne ;)

      Przygotowanie pizzy:
      Ciasto rozwałkowujemy lub rozciągamy na blaszce (u nas wyszła jedna przeciętna piekarnikowa blaszka, wyłożona papierem do pieczenia). Następnie smarujemy ciasto sosem pomidorowym, potem posypujemy startym serem. Na ser kładziemy składniki (każdy wybiera sobie to, co lubi najbardziej, o to przecież chodzi w robieniu pizzy :) i nie tylko pizzy... ), niezbyt gęsto, żeby nie stłumiły całości i żeby nie zamoczyły za bardzo ciasta. Oczywiście można położyć sporo wszystkiego, byleby to nie było po upieczeniu kilka kilogramów blaszki z ciastem i składnikami ;) Na wszystko sypiemy jeszcze troszkę oregano i zapiekamy około 20 minut w 180 stopniach.

      Co do pieczenia, mam parę uwag:
      - pamiętajcie, że wszystko zależy od piekarnika, więc parę prób trzeba podjąć, aby się przekonać, jakie opcje dla potraw pieczonych w danym piekarniku są najlepsze;
      - my mamy piekarnik gazowy, w którym płonie mały ognik od dołu i można ustawić temperaturę
      - zawsze jednak trzeba patrzeć na potrawy, czy się odpowiednio zapiekają - ewentualnie dostosować temperaturę pieczenia, czas pieczenia, wysokość ułożenia blaszki
      - w naszym piekarniku dwadzieścia minut i sto osiemdziesiąt stopni to jest optymalnie dobry czas - zdarza się, że jest to parę stopni lub parę minut mniej albo więcej.

      Życzę smacznego :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Pizza bez drożdży”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      odiprofanumvulgus
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 sierpnia 2010 19:11

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Durszlak.pl